sobota, 23 maja 2015

Rozdział 4: Dach? Pff!

Kiedy weszłam do dużej auli, zobaczyłam zaledwie 4 osoby plus wykładowca. Był młody, wyglądał na około 30 lat. Był tam chłopak i 3 dziewczyny. Wśród nich zauważyłam tą Sally. Żywo dyskutowała z tym chłopakiem. Udało mi się trochę usłyszeć; usłyszałam imię Victoria. Rozmawiali na mój temat? Chyba nie...
Sally mnie zauważyła i pomachała do mnie. Podeszłam do nich i przywitałam się z chłopakiem.
- Hej, jestem Victoria Straight - powiedziałam, po czym podałam mu rękę. On przedstawił się jako Joe Brown. Wyglądał na około 20 lat, więc był niewiele starszy ode mnie.
- O czym tak dyskutowaliście?
Czuliście kiedyś ten moment, kiedy palnęliście jakąś głupotę, a potom zdaliście sobie sprawę, że o takie rzeczy się nie pyta? No właśnie.
- Nie ważne... - odpowiedział szatyn.
- Ej - powiedziała inna dziewczyna prawie szepcząc - Black zaczyna zajęcia.
- Black? - spytałam siadając obok Sally, także szepcząc.
- Black, Richard Black. To ten wykładowca. Jest całkiem spoko, jak ma dobry dzień.
- Aha...
- Dobrze, zaczynamy zajęcia - powiedział wykładowca. Nie miał niskiego głosu, co mnie zdziwiło. - To nasze pierwsze zajęcia, więc macie mnie nie denerwować - może się to wydawać w stylu pani od matematyki, ale on powiedział to tak inaczej, jakby z sarkazmem. Polubiłam go. - Dobra, żeby nie było tak drętwo, powiedzmy coś o sobie, bo widzę, że nie znam wszystkich tutaj... - wlepił we mnie wzrok, a ja odruchowo zakryłam mój dekolt apaszką.- Zacznijmy od znajomych. Ummm... Sally? Prosimy.
Sally wstała i zaczęła mówić.
- Eem, jestem Sally, mam 20 lat, jestem na drugim roku, a jestem tu tak wcześnie, bo chcę jak najdłużej tu być. Uwielbiam malować. Moje obrazy są powieszone na korytarzu. Potem mówił Joe, i te dwie dziewczyny. Dowiedziałam się, że mają na imię Martha i Lilly. Ja się przedstawiłam, powiedziałam, że interesuję się fotografią, skąd jestem, i dlaczego jestem tu tak wcześnie. Zajęcia trwały jeszcze 40 minut.
Po skończonych zajęciach, poszłam zobaczyć plan i stwierdziłam, że nie mam już więcej zajęć. Wyszłam więc na zewnątrz i chciałam pozwiedzać trochę Londyn, więc chciałam zadzwonić do Zayna, ale zorientowałam się, że nie wzięłam od niego numeru telefonu. Ale zaraz zaraz... Czy on przypadkiem nie mówił, że mieszka na Downing Street? Pójdę tam.
Kiedy doszłam tam, gdzie powinnam, zauważyłam jego byłą dziewczynę, jak wychodziła z jakiegoś domu z czterema walizkami. Domyśliłam się, że to dom Zayna. Zauważyłam furtkę i otworzyłam ją. Weszłam na podwórko pięknego domu z ogródkiem. On jest aż tak bogaty?!
Ding, dong.
- Victoria!
- Cześć, Zayn... Słuchaj, co teraz robisz?
- Teraz - aktualnie? Nic. A co?
- Bo jest taka sprawa... Ja właśnie skończyłam zajęcia i może oprowadziłbyś mnie trochę?
- Ok. Nie mam nic teraz do robienia, więc mogę. Zabiorę cię we wspaniałe miejsce.
- Ojej, mam się bać?
- Haha. - zaśmiał się sarkastycznie.

*inna ulica*
- To gdzie mnie zabierasz?
- Mówiłem ci, że to niespodzianka.
- Urgh!!
- To tu - wskazał ręką na ekskluzywne centrum handlowe.
- Chyba żartujesz.
- Ale nie będziemy nic kupować.
- Teraz to ja już nic nie zrozumiem.
- Spokojnie. Wejdź do środka.
Weszliśmy, a Zayn kazał mi wsiąść do windy i pojechać na samą górę. Kiedy już byliśmy na dachu, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Tam był ogród. Najpiękniejszy ogród jakikolwiek widziałam w życiu.
- To jest przecudowne.
- Wiem. Kiedy przyjeżdżaliśmy do dziadków na ferie, czy wakacje, zawsze tu przychodziłem i patrzyłem na niebo, a teraz...
- A teraz co?
- A teraz już ich nie ma, a ja odziedziczyłem po nich dom.- powiedział łamiącym się głosem.
- Ojej - powiedziałam i przytuliłam go bardzo mocno.
- Dobra, koniec o mnie; zobacz - wskazał ręką zachód słońca.
- Piękne - wyszeptałam i podeszłam bliżej końca dachu. Zayn podszedł do mnie, niebezpiecznie się zbliżając. Ujął mnie w pasie. To było dziwne, ale przyjemne.
- Zayn...
- Sorry, to było niestosowne.
- Ok... - zaczęłam, kiedy on mi przerwał.
- Ja, ja już lepiej pójdę - powiedział bardzo zdenerwowany.
- Nie - odwróciłam się, kiedy jego już nie było. Nie chciałam, aby między nami było coś więcej niż przyjaźń, nawet nie: koleżeństwo.
Usiadłam na krawędzi dachu i wpatrywałam się w zachód słońca. Kiedy minęło 5 minut i zachód słońca znudził mi się, ustałam i popatrzyłam chwilę na przejeżdżające nisko samochody.
I właśnie wtedy usłyszałam za sobą ten dziwny głos:
- Stój! N-nie ruszaj się! NIE-SKACZ!!!
Odwróciłam się i ujrzałam twarz przystojnego blondyna, który powoli się do mnie zbliżał. O co mu chodzi?
- Co?? - powiedziałam już całkiem zdezorientowana.
- Nie popełniaj samobójstwa!!! - ujął mnie w pasie tak jak Zayn (tyle że mniej delikatnie ale to szczegół), tylko on nie stał ze mną w miejscu, tylko mnie podniósł i wywlekł na środek ogrodu.
- Jakiego samobójstwa, psychopato?!
- No nie wiem, masz problemy z chłopakiem, długi, hę?!
- Aha, czyli już nie mogę sobie pooglądać zachodu słońca, bo idioci będą mnie ratować przed popełnieniem samobójstwa?!? OGARNIJ SIĘ.
- No sorry, ale tak to właśnie wyglądało!
- To następnym razem, wyczyść mózg, bo najwidoczniej nie działa tak jak potrzeba. -
Wyczyść mózg? No na prawdę, Victoria. Lepszego sformułowania nie mogłaś wymyślić.
Blondyn zaczął się śmiać.
- Wyczyść mózg? Pff - zaczął się śmiać jeszcze bardziej, a ja z tej całej sytuacji też nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.
Ogarnęłam się i przestałam śmiać.
- Dobra, pa, nie chce mi się ciebie oglądać - powiedziałam z godnością.
- Pa. - sarkazm - A ddasz mi chociaż swój numer?
Zawahałam się, ale w końcu uznałam, że nic się przecież nie stanie.
- Jak mam zapisać? - spytałam.
- Niall. A ja?
- Victoria, dla przyjaciół Vicki, ale ty nie jesteś moim przyjacielem.
- Okeey.

Perspektywa Nialla
Kurde, ale ona była zajebista. A jaka zadziorna. Lubię takie. Mam nadzieję, że zadzwoni. A jak nie to ja zadzwonię. Muszę ją zdobyć.
- Hej stary - powiedziałem do mojego kumpla, kiedy wchodziłem do kawalerki..
- Hej - odpowiedział Luke.
- Wiesz co, poznałem taką laskę, że normalnie jak ją zobaczyłem, chciałem żeby już była moja.
- Uważaj, bo ci stanie - zaśmiał się Luke, a ja zobaczyłem jak mi staje.
- Ciicho. - powiedziałem i wypiłem łyk piwa.