Perspektywa Victorii
Spróbujcie to sobie wyobrazić: siedzisz sobie wygodnie w samolocie, w uszach masz słuchawki i wpatrujesz się w obłoki za oknem, gdy nagle czujesz przechodzące cię okropne ciepło.
- Co ty do cholery wyprawiasz?! - powiedziałam do nieznajomego, który wylał kawę na dość kompromitujące miejsce.
- Ja... przepraszam - powiedział, jakby to wystarczyło.
- Przepraszam?? Myślisz, że wystarczy mi jakieś głupie 'przepraszam'? - miałam ochotę zrobić mu niemałą awanturę, ale zorientowałam się, że wszyscy pasażerowie patrzą na mnie i na bruneta jak na idiotkę i na WIĘKSZEGO idiotę. - Dobra... - poczułam się niezręcznie. - Eem, najlepiej by było jakbyś stąd poszedł i wrócił na swoje miejsce. - powiedziałam stanowczo. Jakoś przecież musiałam uratować moje spodnie. Może przykryję się kocem? Ale będę wyglądała dziwnie. Oo, naciągnę sobie bluzkę. To będzie chyba jedyne dobre rozwiązanie. Będę wyglądała na czubka, ale chyba na mniejszego niż gdybym miała wylany ciemny płyn w kroczu.
- Ok, jeśli to pomoże, to jeszcze raz, serdecznie cię przepraszam. - odwrócił się, po czym jego wzrok utkwił w punkcie, z którego (jak mi się przynajmniej wydawało) przyszedł. Skierowałam tam wzrok i ujrzałam piękną dziewczynę z jakimś chłopakiem. Wyglądali na całkiem szczęśliwych, tak jak kiedyś ja i Rick.
- E, hej, czemu nie idziesz? - powiedziałam poirytowana, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że to mogła być jego dziewczyna.
- Ja.. - powiedział jakby ze złością, ale w jego głosie było słychać wyraźne zaskoczenie.
-Chyba zaczynam to rozumieć. Siadaj. - ostatnie słowo powiedziałam trochę od niechcenia, ale wiedziałam, że tak należało postąpić. Dopiero teraz skupiłam się bardziej na jego wyglądzie. Miał postawione, ciemne włosy, ubrany był w czarny T- shirt i jeansy.
- Eeh, jestem Zayn - powiedział siadając na siedzeniu obok.
- Um, ja jestem Victoria. Ta dziewczyna...- zerknęłam w stronę 'nowej pary'.
-...to już zamknięty temat. - przerwał mi.
- Aha - powiedziałam, starając się jak najbardziej rozciągnąć swoją bluzkę w czarno - białe paski. - To... po co lecisz do Londynu?
- No, żeby zacząć nowe życie!
- A.. tak właściwie to skąd jesteś?
- Kanada.
- Oh, ja z USA.
- Aha. No, a ty? Po co lecisz do Londynu?
- Na studia. Będę rozwijać swoją pasję - fotografię.
- Uwaga, tu pilot. Wylądujemy za 15 minut. Proszęzapiąć pasy i wyłączyć wszystkie urządzenia elektroniczne.
- O, już lądujemy. - powiedział Zayn.
- No... a, tak w ogóle to gdzie będziesz mieszkał?
- Na Downing Street. A ty?
- Ja u dziadków. Mieszkają na Richmond Terrace.
- O, to niedaleko!
- Serio? Nigdy nie byłam w Londynie.
- Uwaga, za chwilę lądujemy. 3, 2, 1...
Trochę się zatrzęśliśmy, ale nawet nie poczułam kiedy samolot wylądował. Zauważyłam, że moje spodnie są już całkiem suche i już prawie nie widać plamy. Kiedy wysiadaliśmy, zauważyłam, że Zayn rozmawia z tą swoją byłą dziewczyną. I jak to ja, z moim narwaniem, podbiegłam do nich, wygarnęłam jej wszystko i poszłam po swoje walizki. Widziałam, jak Zayn wychodził i nawet mu pomachałam, ale już mnie nie zauważył.
Babcia i dziadek mieli czekać na mnie na lotnisku, ale nie było ich tam. Zadzwoniłam, ale nie odebrali, więc zadzwoniłam jeszcze raz..
- Halo? Babciu, gdzie jesteście?
- Oh Victoria! Tak się cieszę, że cię słyszę. Już przyleciałaś? No, mamy ci z dziadkiem coś do powiedzenia. On już po ciebie jedzie...
- Ok...
Ciekawe, co takiego mają mi do powiedzenia... Nie minęło 10 minut i już za sobą ujrzałam dziadka. Bardzo dawno go nie widziałam. Przytuliłam go mocno i pojechaliśmy jego samochodem na Richmond Terrace.
- Dziadku, co macie mi do powiedzenia?
Wymamrotał coś, że nie powinien mi tego teraz mówić i że powinniśmy o tym porozmawiać w domu, z tym, że w domu powiedział tak jakoś dziwnie, co w stylu w... doomuu..., ale w końcu powiedział:
- Sprzedaliśmy dom.
- Co??! Ale jak to? Gdzie teraz mieszkacie?! - powiedziałam już całkiem zdezorientowana, kiedy zobaczyłam, że wjeżdżamy na parking całkiem nowego bloku.
- Wytłumaczymy ci to wszystko w domu...
W domu, pomyślałam. Jakim domu, do cholery?
Kiedy przekroczyłam próg tego mieszkania, zobaczyłam tam coś, czego całkiem się spodziewałam. Zwykłe mieszkanie. Nic więcej. Jedynym problemem było to, że było trochę małe. Ciasne, ale własne.
- Cześć, babciu - przytuliłam ją bardzo mocno.- Jak? Popadliście w długi? Okradziono bank, w którym macie pieniądze? No ja już nie wiem!
- Ależ spokojnie. Uznaliśmy, że nie potrzebujemy już takiego wielkiego domu. Tylko jeszcze na tym zyskaliśmy! Nie mamy żadnych długów, ani nikogo nie okradziono. Tylko... Nie wiem, czy chcesz mieszkać w takiej klitce...
- Dobrze, babciu, to nic wielkiego - skłamałam.- I tak nie będę ciągle siedzieć wam na głowie. Wynajmę niedługo jakiś pokój. Nie martw się.
- Dobrze. Ach, już późno, a ty na pewno jesteś zmęczona. Chodź, pokażę ci twój pokój.
*następnego dnia*
Zjadłam śniadanie, ogarnęłam się i poszłam na moje pierwsze zajęcia. Akademio Sztuk Pięknych? Witaj!
Na uczelnię podwiózł mnie dziadek, bo ja oczywiście nie znam jeszcze Londynu. Weszłam do wielkiego holu, na którego ścianach do okoła wisiały czyjeś obrazy. Zwróciłam uwagę na jeden szczególny. Było tam napisane, że został namalowany przez Sally Parker. Jak to ja, 'artystka', można powiedzieć, zachwyciłam się nim. Zauważyłam jakąś dziewczynę, która przy mnie przechodziła.
- Hej! Znasz może eee... Sally Packer?
- Haha, Parker. To ja - powiedziała, a wy nawet nie próbujcie sobie wyobrazić jak bardzo poczułam upokorzenie.
- Oj, przepraszam. Te obrazy są cudowne!
- Haha, dziękuję. Jestem na drugim roku. A... Zwykle pierwszoroczni przyjeżdżają kilka miesięcy później.
Już miałam opowiedzieć jej całą długą historię, kiedy zorientowałam się, że zaraz mam pierwsze zajęcia. Tylko, z kim one będą, jeśli jaka jest szansa, że ktoś w ogóle będzie? Zobaczymy...
Przeczytałeś = skomentuj!
No i jest! Zaczęłam pisać tytuły. Jeśli w ogóle ktoś to czyta, to powiedzcie znajomym, czy coś, bo nudno tak pisać do samej siebie. :) Uwierzcie mi, im więcej będzie komentarzy, tym więcej i szybciej będę pisała ;) xx
czwartek, 30 kwietnia 2015
czwartek, 16 kwietnia 2015
Rozdział drugi
Perspektywa Victorii
- O czym chciałaś ze mną porozmawiać? - powiedziałam do Destiney, kiedy wchodziłyśmy po schodach do mojego pokoju.
- No o Ri...
- Nie wspominaj jego imienia.
- Ok, ok. No więc, kurde, nie wiem jak... nie wiem jak ci to...
- Wal prosto z mostu.
- Tylko... nie wiem czy to, co powiem cię nie... no, nie zrani - powiedziała, siadając na łóżko.
- Co mogłoby mnie 'zranić'?
- Ja chciałam ci to powiedzieć wcześniej, ale on...
- O co ci chodzi? - powiedziałam z lekkim oburzeniem.
- Ja i... my... Ja i Rick... jesteśmy razem.
- Eee, aha? Czemu myślałaś, że to może mnie zranić? Ja już do niego nic nie czuję.
- Naprawdę? Uff. Co za ulga - westchnęła.
- Tylko... czy ty już nie pamiętasz co on mi zrobił? Nie pamiętasz, jak zdradzał mnie z Ashley?
- Pamiętam... ale, ja wiem, że on się zmienił. Wiem, że teraz jest inny, że mnie kocha, szanuje...
- Ja na twoim miejscu nie wierzyłabym mu. Ale z drugiej strony chciałabym być znowu zakochana. Chciałabym znów mieć kogoś, z kim byłabym szczęśliwa... - zauważyłam, że Des patrzy na mnie jakbym była po jakimś groźnym wypadku. - nie patrz tak na mnie :)
- Na pewno kiedyś znajdziesz sobie kogoś odpowiedniego.
- Tyle że ja już nie wiem komu mogę ufać, Destiney.
- Victooria! - rozległ się jakoś dziwnie radośniejszy niż zwykle głos mamy. - Chodź!
Zbiegłyśmy z Destiney na dół i zobaczyłam, że mama trzyma jakąś kopertę.
- To do ciebie. Z Uniwersytetu.
Byłam bardzo zdenerwowana. Jeśli się rozmyślili i jednak mnie nie przyjmą? Ręce mi się trzęsły kiedy otwierałam kopertę. Treść listu:
"Szanowna Pani Victorio!
Pragniemy Panią poinformować, iż nie ma już miejsca na stypendium dla Pani. Jest jednak pewna możliwość, aby mogła Pani u nas studiować.
Zgodnie z regulaminem naszego Uniwersytetu, studenci powinni przyjechać co najmniej 3 miesiące po zakończeniu roku szkolnego, jednakże w Pani przypadku możemy odstąpić od regulaminu i mogłaby Pani przyjechać za tydzień.
Oczywiście moglibyśmy zlikwidować Panią z listy studentów, ale zaskoczyły nas Pani wyniki. Bardzo chcielibyśmy mieć Panią w gronie naszych studentów, dlatego mamy nadzieję, że zaszczyci nas Pani swoją obecnością za tydzień.
Z poważaniem
Uniwersytet London Photography"
- I co? - spytała mama z nadzieją, lub niepokojem; trudno stwierdzić.
- Wyjeżdżam za tydzień - powiedziałam z zapałem.
Przeczytałeś? Skomentuj!
- O czym chciałaś ze mną porozmawiać? - powiedziałam do Destiney, kiedy wchodziłyśmy po schodach do mojego pokoju.
- No o Ri...
- Nie wspominaj jego imienia.
- Ok, ok. No więc, kurde, nie wiem jak... nie wiem jak ci to...
- Wal prosto z mostu.
- Tylko... nie wiem czy to, co powiem cię nie... no, nie zrani - powiedziała, siadając na łóżko.
- Co mogłoby mnie 'zranić'?
- Ja chciałam ci to powiedzieć wcześniej, ale on...
- O co ci chodzi? - powiedziałam z lekkim oburzeniem.
- Ja i... my... Ja i Rick... jesteśmy razem.
- Eee, aha? Czemu myślałaś, że to może mnie zranić? Ja już do niego nic nie czuję.
- Naprawdę? Uff. Co za ulga - westchnęła.
- Tylko... czy ty już nie pamiętasz co on mi zrobił? Nie pamiętasz, jak zdradzał mnie z Ashley?
- Pamiętam... ale, ja wiem, że on się zmienił. Wiem, że teraz jest inny, że mnie kocha, szanuje...
- Ja na twoim miejscu nie wierzyłabym mu. Ale z drugiej strony chciałabym być znowu zakochana. Chciałabym znów mieć kogoś, z kim byłabym szczęśliwa... - zauważyłam, że Des patrzy na mnie jakbym była po jakimś groźnym wypadku. - nie patrz tak na mnie :)
- Na pewno kiedyś znajdziesz sobie kogoś odpowiedniego.
- Tyle że ja już nie wiem komu mogę ufać, Destiney.
- Victooria! - rozległ się jakoś dziwnie radośniejszy niż zwykle głos mamy. - Chodź!
Zbiegłyśmy z Destiney na dół i zobaczyłam, że mama trzyma jakąś kopertę.
- To do ciebie. Z Uniwersytetu.
Byłam bardzo zdenerwowana. Jeśli się rozmyślili i jednak mnie nie przyjmą? Ręce mi się trzęsły kiedy otwierałam kopertę. Treść listu:
"Szanowna Pani Victorio!
Pragniemy Panią poinformować, iż nie ma już miejsca na stypendium dla Pani. Jest jednak pewna możliwość, aby mogła Pani u nas studiować.
Zgodnie z regulaminem naszego Uniwersytetu, studenci powinni przyjechać co najmniej 3 miesiące po zakończeniu roku szkolnego, jednakże w Pani przypadku możemy odstąpić od regulaminu i mogłaby Pani przyjechać za tydzień.
Oczywiście moglibyśmy zlikwidować Panią z listy studentów, ale zaskoczyły nas Pani wyniki. Bardzo chcielibyśmy mieć Panią w gronie naszych studentów, dlatego mamy nadzieję, że zaszczyci nas Pani swoją obecnością za tydzień.
Z poważaniem
Uniwersytet London Photography"
- I co? - spytała mama z nadzieją, lub niepokojem; trudno stwierdzić.
- Wyjeżdżam za tydzień - powiedziałam z zapałem.
Tydzień później
Ostatni tydzień minął mi na pakowaniu się, rozmawianiu ze starymi znajomymi i myśleniu, jak odegrać się na Ashley. Dzisiaj już wyjeżdżam do Londynu. Jestem zdenerwowana, a zarazem ciekawa.
- Jesteś dobrze spakowana?
- Tak, mamo.
- Wzięłaś szczoteczkę do zębów?
- Tak, mamo.
- A pastę?
- Yyy, nie, mamo.
- I ty jesteś dobrze spakowana?
- Oj, mamo! Dam radę. Jeśli czegoś nie wzięłam, poradzę sobie i kupię to, czego nie mam. Spokojnie.
- Ja się po prostu o ciebie martwię. I będę tęsknić! Nie myśl sobie, że nie będę dzwonić. Przecież będziesz setki kilometrów stąd.
- Jesteś dobrze spakowana?
- Tak, mamo.
- Wzięłaś szczoteczkę do zębów?
- Tak, mamo.
- A pastę?
- Yyy, nie, mamo.
- I ty jesteś dobrze spakowana?
- Oj, mamo! Dam radę. Jeśli czegoś nie wzięłam, poradzę sobie i kupię to, czego nie mam. Spokojnie.
- Ja się po prostu o ciebie martwię. I będę tęsknić! Nie myśl sobie, że nie będę dzwonić. Przecież będziesz setki kilometrów stąd.
- Nie martw się. Poradzę sobie.
- O której masz samolot?
- Uum, 13.45, a co?
- Co? Ty wiesz która jest godzina?
- O której masz samolot?
- Uum, 13.45, a co?
- Co? Ty wiesz która jest godzina?
W tej chwili uświadomiłam sobie, że mam 10 minut na pożegnanie się z tatą, Louisem i Destiney (ewentualnie z Molly), bo droga na lotnisko zajmuje mi samochodem 15 minut.
- Ugh, cholera.
- Wyjdź na dwór. Ktoś tam na ciebie czeka.
- Ugh, cholera.
- Wyjdź na dwór. Ktoś tam na ciebie czeka.
Aha, pewnie tata i Louis przyszli się ze mną spotkać. Pewnie będzie też Destiney.
Kiedy wyszłam na podwórko, zobaczyłam - tak jak się spodziewałam - tata, Louis i Destiney, ale oprócz nich był ktoś jeszcze: Rick. Starałam się nie złościć, ale raczej mi się nie udawało.
Kiedy wyszłam na podwórko, zobaczyłam - tak jak się spodziewałam - tata, Louis i Destiney, ale oprócz nich był ktoś jeszcze: Rick. Starałam się nie złościć, ale raczej mi się nie udawało.
- Yy.. Czeeść... - najpierw podeszłam do taty. Dał mi buziaka w policzek i powiedział, że na pewno będę kiedyś sławną fotografką. Później podeszłam do Louisa.
- Siema 'mała' - powiedział z szerokim uśmiechem Louis, po czym dał mi buziaka w policzek.
- Siema 'mała' - powiedział z szerokim uśmiechem Louis, po czym dał mi buziaka w policzek.
- Hej!
- Hmmm moja mała Vicki wyjeżdża do Londynu! I to na studia... Kurde, czy ja jestem aż taki stary? - powiedział to z takim przejęciem, że wybuchłam śmiechem.
- Haha! Pff, ogaarnij się :)
- Oook, trzymaj się młoda.
- No, to jeszcze ja - krzyknęła Destiney, trzymając za rękę Ricka.
- Hmmm moja mała Vicki wyjeżdża do Londynu! I to na studia... Kurde, czy ja jestem aż taki stary? - powiedział to z takim przejęciem, że wybuchłam śmiechem.
- Haha! Pff, ogaarnij się :)
- Oook, trzymaj się młoda.
- No, to jeszcze ja - krzyknęła Destiney, trzymając za rękę Ricka.
- Ekhem, my - wtrącił się Rick.
- Noo - powiedziałam z oburzeniem.
- No to co, wyjeżdżasz. Będę za tobą tęsknić :(
- Ja też. będziemy gadały przez Skype'a czy coś... Trzymaj się!
Z mamą pożegnałam się już w domu, ale jeszcze podbiegłam do niej i pocałowałam ją w policzek. Teraz czas jechać na lotnisko. Jeju, jak ten czas szybko mija. Na razie będę mieszkała u dziadków. Mieszkają w Londynie. Później wynajmę jakiś pokój u kogoś. Jakoś będzie.
- Noo - powiedziałam z oburzeniem.
- No to co, wyjeżdżasz. Będę za tobą tęsknić :(
- Ja też. będziemy gadały przez Skype'a czy coś... Trzymaj się!
Z mamą pożegnałam się już w domu, ale jeszcze podbiegłam do niej i pocałowałam ją w policzek. Teraz czas jechać na lotnisko. Jeju, jak ten czas szybko mija. Na razie będę mieszkała u dziadków. Mieszkają w Londynie. Później wynajmę jakiś pokój u kogoś. Jakoś będzie.
- Cześć, wszystkim!
Przeczytałeś? Skomentuj!
Dziękuję Karolinie, która dała mi motywację pisząc miły komentarz pod ostatnim rozdziałem. Nie mam dzisiaj za dużo czasu, więc przepraszam, że nie jest za bardzo długi.
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Rozdział pierwszy
Perspektywa Victorii
- Jessica Monroe! Gratulujemy!
- Och, dziękuję! Te kilka lat w tym cudownym liceum bardzo... - bla, bla, bla. Trwa rozdanie dyplomów i dyrektor zaraz wywoła moje imię. Nie denerwuję się zbytnio. To tylko... całe liceum patrzące na mnie jak wygłaszam przemowę o czterech latach spędzonym w najzwyklejszym liceum (chociaż każdy mówi: "cudowne, niezwykłe" itp.) i o tym, gdzie będę studiować (bo każdy oczywiście musi to wiedzieć). Niee. Nie denerwuję się. W ogóle. - ...och, tak mi smutno, że muszę już opuścić tą wspaniałą szkołę i pojechać aż do Kanady, na studia (brawa, nie wiem z jakiego powodu). Dziękuję i do widzenia!
-Dziękujemy, Jessico. Bardzo... um, emocjonujące przemówienie. A teraz, eem... Victoria Straight!
- Dobra, idę - powiedziałam sobie po cichu, wstając z krzesła. - Wiem, że te przemówienia są takie emocjonujące, i w ogóle, ale ja postanowiłam na coś innego. No bo... Jesteśmy już dorośli. Jak ten czas szybko leci, prawda? Możemy prowadzić samochód, głosować...
- Po co to komu?
- Możemy zwracać innym uwagę, Rick. Jednym słowem jesteśmy wolni. Możemy robić co chcemy, może nie tak dosłownie, ale jednak - ostanie słowo powiedziałam lekko się uśmiechając.- Cóż, gdy kończymy szkołę, przyjęło się, że idziemy na studia - po sali dało się słyszeć ciche śmiechy.- Ja postanowiłam, że pójdę w stronę mojej pasji - sztuki fotograficznej. Dostałam stypendium na jednej z uczelni w Londynie.
- Co? Mamusia nie ma pieniędzy na studia? - Ashley. Jak ja jej nienawidzę. Ona wie bardzo dobrze, że moi rodzice rozwiedli się rok temu i mieszkam sama z mamą. Tata oczywiście spędza ze mną czas od czasu do czasu, ale sąd przyznał nam bardzo małe alimenty, bo uznał, "że niedługo Victoria będzie zdolna do pracy". Tak, już jestem zdolna do pracy, ale przecież na studia sama nie zarobię, tak?
- Właśnie miałam... kończyć swoje przemówienie - nawet nie wiem, jak zdołałam powstrzymać się od złości, bo czułam, jak moja twarz przybiera kolor pomidora. Niemalże wyrwałam zwinięty w rulonik dyplom dyrektorowi i pobiegłam po trzech niebieskich schodkach, a potem przez czerwony dywan, między rzędami chichrających się ludzi. Za mną pobiegła moja mama.
-Nie przejmuj się nią. Przecież my dobrze wiemy, jaka jest nasza sytuacja.
-Jak mam się nią nie przejmować? Jest zwykłą zdzirą i koniec - w tym momencie usłyszałam jak mama odpala silnik naszego auta.
- Wiesz, masz rację. To zdzira i koniec - mama roześmiała się. Kocham ją, bo jest taka, no... nowoczesna? W każdym razie coś w tym stylu. - W domu czeka na ciebie na ciebie niespodzianka. Ode mnie i od taty.
Od taty? Co może być od taty... Kiedy zajechaliśmy na podwórku naszego domu, zobaczyłam, że na podjeździe stoi czerwone, wypolerowane porche.
- M-mamo... nie mówisz chyba...
- Tak, owszem. Mówię.
- To na serio dla mnie?!
- A dla kogo? Przecież nie dla Louisa - wtedy z samochodu wyszedł mój przyrodni brat, Louis. Zawsze go lubiłam. Jest synem kobiety, z którą związał mój tata po rozwodzie z mamą - Molly.
- Eej, Sarah! Popsułaś całą zabawę - powiedział Louis udając smutek. - Jak tam nasza mała Vicki? - był ode mnie starszy, a ja lubiłam, nie wiem czemu, gdy mówił do mnie 'mała'.
- Louis! Skąd ty się tu wziąłeś? - powiedziałam, po czym przytuliłam go po przyjacielsku, a on pocałował mnie w policzek. Nagle zjawiła się Destiney (moja najlepsza przyjaciółka, która dyplom otrzymała kilka lat temu), z miną jakby stało się coś naprawdę okropnego. Wbiegła pchająć furtkę z całej siły, ale nagle zwolniła, kiedy zobaczyła Louisa, mamę i moje nowe auto.
- Słuchaj, mam dwie spraawy... Złą i dobrą. Która najpierw?
- Eee nie wiem, złą?
- No to, Ashley Ring, będzie studiowała na tej samej uczelni co ty... na tym samym kierunku.
Zacisnęłam mocno pięść i wydusiłam przez zęby:
-Suka.
-Dooobra, a żebyś ochłonęła, teraz dobra wiadomość: Wszystkiego najlepszego z okazji zdobycia dyplomu!
- Czekaj, czekaj. Ty o tym wszystkim - wskazałam ręką na samochód - wiedziałaś, i nic mi nie powiedziałaś? Aale mi dobra wiadomość :D
- Ooj sorry! A teraz chodź, mamy do pogadania.
Przeczytałeś? Skomentuj!
Dla ciebie to kilka sekund, a dla motywacja :)
Ruszyłam dupę i napisałam pierwszy rozdział ;) Co o nim myślicie? Przyjmuję także krytykę :)
- Jessica Monroe! Gratulujemy!
- Och, dziękuję! Te kilka lat w tym cudownym liceum bardzo... - bla, bla, bla. Trwa rozdanie dyplomów i dyrektor zaraz wywoła moje imię. Nie denerwuję się zbytnio. To tylko... całe liceum patrzące na mnie jak wygłaszam przemowę o czterech latach spędzonym w najzwyklejszym liceum (chociaż każdy mówi: "cudowne, niezwykłe" itp.) i o tym, gdzie będę studiować (bo każdy oczywiście musi to wiedzieć). Niee. Nie denerwuję się. W ogóle. - ...och, tak mi smutno, że muszę już opuścić tą wspaniałą szkołę i pojechać aż do Kanady, na studia (brawa, nie wiem z jakiego powodu). Dziękuję i do widzenia!
-Dziękujemy, Jessico. Bardzo... um, emocjonujące przemówienie. A teraz, eem... Victoria Straight!
- Dobra, idę - powiedziałam sobie po cichu, wstając z krzesła. - Wiem, że te przemówienia są takie emocjonujące, i w ogóle, ale ja postanowiłam na coś innego. No bo... Jesteśmy już dorośli. Jak ten czas szybko leci, prawda? Możemy prowadzić samochód, głosować...
- Po co to komu?
- Możemy zwracać innym uwagę, Rick. Jednym słowem jesteśmy wolni. Możemy robić co chcemy, może nie tak dosłownie, ale jednak - ostanie słowo powiedziałam lekko się uśmiechając.- Cóż, gdy kończymy szkołę, przyjęło się, że idziemy na studia - po sali dało się słyszeć ciche śmiechy.- Ja postanowiłam, że pójdę w stronę mojej pasji - sztuki fotograficznej. Dostałam stypendium na jednej z uczelni w Londynie.
- Co? Mamusia nie ma pieniędzy na studia? - Ashley. Jak ja jej nienawidzę. Ona wie bardzo dobrze, że moi rodzice rozwiedli się rok temu i mieszkam sama z mamą. Tata oczywiście spędza ze mną czas od czasu do czasu, ale sąd przyznał nam bardzo małe alimenty, bo uznał, "że niedługo Victoria będzie zdolna do pracy". Tak, już jestem zdolna do pracy, ale przecież na studia sama nie zarobię, tak?
- Właśnie miałam... kończyć swoje przemówienie - nawet nie wiem, jak zdołałam powstrzymać się od złości, bo czułam, jak moja twarz przybiera kolor pomidora. Niemalże wyrwałam zwinięty w rulonik dyplom dyrektorowi i pobiegłam po trzech niebieskich schodkach, a potem przez czerwony dywan, między rzędami chichrających się ludzi. Za mną pobiegła moja mama.
-Nie przejmuj się nią. Przecież my dobrze wiemy, jaka jest nasza sytuacja.
-Jak mam się nią nie przejmować? Jest zwykłą zdzirą i koniec - w tym momencie usłyszałam jak mama odpala silnik naszego auta.
- Wiesz, masz rację. To zdzira i koniec - mama roześmiała się. Kocham ją, bo jest taka, no... nowoczesna? W każdym razie coś w tym stylu. - W domu czeka na ciebie na ciebie niespodzianka. Ode mnie i od taty.
Od taty? Co może być od taty... Kiedy zajechaliśmy na podwórku naszego domu, zobaczyłam, że na podjeździe stoi czerwone, wypolerowane porche.
- M-mamo... nie mówisz chyba...
- Tak, owszem. Mówię.
- To na serio dla mnie?!
- A dla kogo? Przecież nie dla Louisa - wtedy z samochodu wyszedł mój przyrodni brat, Louis. Zawsze go lubiłam. Jest synem kobiety, z którą związał mój tata po rozwodzie z mamą - Molly.
- Eej, Sarah! Popsułaś całą zabawę - powiedział Louis udając smutek. - Jak tam nasza mała Vicki? - był ode mnie starszy, a ja lubiłam, nie wiem czemu, gdy mówił do mnie 'mała'.
- Louis! Skąd ty się tu wziąłeś? - powiedziałam, po czym przytuliłam go po przyjacielsku, a on pocałował mnie w policzek. Nagle zjawiła się Destiney (moja najlepsza przyjaciółka, która dyplom otrzymała kilka lat temu), z miną jakby stało się coś naprawdę okropnego. Wbiegła pchająć furtkę z całej siły, ale nagle zwolniła, kiedy zobaczyła Louisa, mamę i moje nowe auto.
- Słuchaj, mam dwie spraawy... Złą i dobrą. Która najpierw?
- Eee nie wiem, złą?
- No to, Ashley Ring, będzie studiowała na tej samej uczelni co ty... na tym samym kierunku.
Zacisnęłam mocno pięść i wydusiłam przez zęby:
-Suka.
-Dooobra, a żebyś ochłonęła, teraz dobra wiadomość: Wszystkiego najlepszego z okazji zdobycia dyplomu!
- Czekaj, czekaj. Ty o tym wszystkim - wskazałam ręką na samochód - wiedziałaś, i nic mi nie powiedziałaś? Aale mi dobra wiadomość :D
- Ooj sorry! A teraz chodź, mamy do pogadania.
Przeczytałeś? Skomentuj!
Dla ciebie to kilka sekund, a dla motywacja :)
Ruszyłam dupę i napisałam pierwszy rozdział ;) Co o nim myślicie? Przyjmuję także krytykę :)
niedziela, 5 kwietnia 2015
Prolog
Ona (Ariana Grande) to wyjątkowa dziewczyna, która niedawno przeżyła zawód miłosny (po którym nieco się zmieniła) i już nigdy nie miała zamiaru się zakochiwać. Wszystko się zmienia, gdy kończy liceum w USA i wyjeżdża na studia do Londynu...
On to wrażliwy i przezabawny facet o złotym sercu i pieknym głosie. Jego wadą jest to, że rozkochuje w sobie kolejne dziewczyny. Co się stanie, gdy się zakocha? Co się stanie, gdy chłopak stanie się gwiazdą?
Wiem, że to moje pisadełko nie będzie miało dużo czytelników, ale mam nadzieję, że niedługo się polubimy ;)
On to wrażliwy i przezabawny facet o złotym sercu i pieknym głosie. Jego wadą jest to, że rozkochuje w sobie kolejne dziewczyny. Co się stanie, gdy się zakocha? Co się stanie, gdy chłopak stanie się gwiazdą?
Wiem, że to moje pisadełko nie będzie miało dużo czytelników, ale mam nadzieję, że niedługo się polubimy ;)
Bohaterowie
Niestety nie mogę teraz dodać zdjęć :(
Niall Horan jako Niall Horan :)
Ariana Grande jako Victoria Straight
Luke Hemmings jako Rick Jackson
Anne Cox jako Sarah Straight
Maria Czubaszek (tak, wiem) jako Monica Loud
George Clooney jako Brian Loud
Selena Gomez jako Sally Parker
Victoria Justice jako Destiney Campbel
Louis Tomlinson jako Louis Tomlinson ;)
Zayn Malik jako Zayn Malik ;)
Margaret jako Ashley Ring
Bohaterów będę dodawać razem z biegiem wydarzeń :)
PS. One Direction tu nie istnieje ani nikt, kto teraz jest gwiazdą tu nią nie jest ;)
Niall Horan jako Niall Horan :)
Ariana Grande jako Victoria Straight
Luke Hemmings jako Rick Jackson
Anne Cox jako Sarah Straight
Maria Czubaszek (tak, wiem) jako Monica Loud
George Clooney jako Brian Loud
Selena Gomez jako Sally Parker
Victoria Justice jako Destiney Campbel
Louis Tomlinson jako Louis Tomlinson ;)
Zayn Malik jako Zayn Malik ;)
Margaret jako Ashley Ring
Bohaterów będę dodawać razem z biegiem wydarzeń :)
PS. One Direction tu nie istnieje ani nikt, kto teraz jest gwiazdą tu nią nie jest ;)
sobota, 4 kwietnia 2015
Cześć!
Założyłam tego bloga, ponieważ mam masę pomysłów na Fan Fiction z moimi idolami (nie tylko 1D, pojawi się dużo innych ludzi). Będę wdzięczna, jeśli po przeczytaniu rozdziału będziecie komentować :) Aha; mam pytanie: co sądzicie o odejściu Zayna? Piszcie mi w komentarzach. Kocham was :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)