czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 3: Musisz?!

Perspektywa Victorii
Spróbujcie to sobie wyobrazić: siedzisz sobie wygodnie w samolocie, w uszach masz słuchawki i wpatrujesz się w obłoki za oknem, gdy nagle czujesz przechodzące cię okropne ciepło.
- Co ty do cholery wyprawiasz?! - powiedziałam do nieznajomego, który wylał kawę na dość kompromitujące miejsce.
- Ja... przepraszam - powiedział, jakby to wystarczyło.
- Przepraszam?? Myślisz, że wystarczy mi jakieś głupie 'przepraszam'? - miałam ochotę zrobić mu niemałą awanturę, ale  zorientowałam się, że wszyscy pasażerowie patrzą na mnie i na bruneta jak na idiotkę i na WIĘKSZEGO idiotę. - Dobra... - poczułam się niezręcznie. - Eem, najlepiej by było jakbyś stąd poszedł i wrócił na swoje miejsce. - powiedziałam stanowczo. Jakoś przecież musiałam uratować moje spodnie. Może przykryję się kocem? Ale będę wyglądała dziwnie. Oo, naciągnę sobie bluzkę. To będzie chyba jedyne dobre rozwiązanie. Będę wyglądała na czubka, ale chyba na mniejszego niż gdybym miała wylany ciemny płyn w kroczu.
- Ok, jeśli to pomoże, to jeszcze raz, serdecznie cię przepraszam. - odwrócił się, po czym jego wzrok utkwił w punkcie, z którego (jak mi się przynajmniej wydawało) przyszedł. Skierowałam tam wzrok i ujrzałam piękną dziewczynę z jakimś chłopakiem. Wyglądali na całkiem szczęśliwych, tak jak kiedyś ja i Rick.
- E, hej, czemu nie idziesz? - powiedziałam poirytowana, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że to mogła być jego dziewczyna.
- Ja.. - powiedział jakby ze złością, ale w jego głosie było słychać wyraźne zaskoczenie.
-Chyba zaczynam to rozumieć. Siadaj. - ostatnie słowo powiedziałam trochę od niechcenia, ale wiedziałam, że tak należało postąpić. Dopiero teraz skupiłam się bardziej na jego wyglądzie. Miał postawione, ciemne włosy, ubrany był w czarny T- shirt i jeansy.
- Eeh, jestem Zayn - powiedział siadając na siedzeniu obok.
- Um, ja jestem Victoria. Ta dziewczyna...- zerknęłam w stronę 'nowej pary'.
-...to już zamknięty temat. - przerwał mi.
- Aha - powiedziałam, starając się jak najbardziej rozciągnąć swoją bluzkę w czarno - białe paski. - To... po co lecisz do Londynu?
- No, żeby zacząć nowe życie!
- A.. tak właściwie to skąd jesteś?
- Kanada.
- Oh, ja z USA.
- Aha. No, a ty? Po co lecisz do Londynu?
- Na studia. Będę rozwijać swoją pasję - fotografię.
- Uwaga, tu pilot. Wylądujemy za 15 minut. Proszęzapiąć pasy i wyłączyć wszystkie urządzenia elektroniczne.
- O, już lądujemy. - powiedział Zayn.
- No... a, tak w ogóle to gdzie będziesz mieszkał?
- Na Downing Street. A ty?
- Ja u dziadków. Mieszkają na Richmond Terrace.
- O, to niedaleko!
- Serio? Nigdy nie byłam w Londynie.
- Uwaga, za chwilę lądujemy. 3, 2, 1...
Trochę się zatrzęśliśmy, ale nawet nie poczułam kiedy samolot wylądował. Zauważyłam, że moje spodnie są już całkiem suche i już prawie nie widać plamy. Kiedy wysiadaliśmy, zauważyłam, że Zayn rozmawia z tą swoją byłą dziewczyną. I jak to ja, z moim narwaniem, podbiegłam do nich, wygarnęłam jej wszystko i poszłam po swoje walizki. Widziałam, jak Zayn wychodził i nawet mu pomachałam, ale już mnie nie zauważył.
Babcia i dziadek mieli czekać na mnie na lotnisku, ale nie było ich tam. Zadzwoniłam, ale nie odebrali, więc zadzwoniłam jeszcze raz..
- Halo? Babciu, gdzie jesteście?
- Oh Victoria! Tak się cieszę, że cię słyszę. Już przyleciałaś? No, mamy ci z dziadkiem coś do powiedzenia. On już po ciebie jedzie...
- Ok...
Ciekawe, co takiego mają mi do powiedzenia... Nie minęło 10 minut i już za sobą ujrzałam dziadka. Bardzo dawno go nie widziałam. Przytuliłam go mocno i pojechaliśmy jego samochodem na Richmond Terrace.
- Dziadku, co macie mi do powiedzenia?
Wymamrotał coś, że nie powinien mi tego teraz mówić i że powinniśmy o tym porozmawiać w domu, z tym, że w domu powiedział tak jakoś dziwnie, co w stylu w... doomuu..., ale w końcu powiedział:
- Sprzedaliśmy dom.
- Co??! Ale jak to? Gdzie teraz mieszkacie?! - powiedziałam już całkiem zdezorientowana, kiedy zobaczyłam, że wjeżdżamy na parking całkiem nowego bloku.
- Wytłumaczymy ci to wszystko w domu...
W domu, pomyślałam. Jakim domu, do cholery?
Kiedy przekroczyłam próg tego mieszkania, zobaczyłam tam coś, czego całkiem się spodziewałam. Zwykłe mieszkanie. Nic więcej. Jedynym problemem było to, że było trochę małe. Ciasne, ale własne.
- Cześć, babciu - przytuliłam ją bardzo mocno.- Jak? Popadliście w długi? Okradziono bank, w którym macie pieniądze? No ja już nie wiem!
- Ależ spokojnie. Uznaliśmy, że nie potrzebujemy już takiego wielkiego domu. Tylko jeszcze na tym zyskaliśmy! Nie mamy żadnych długów, ani nikogo nie okradziono. Tylko... Nie wiem, czy chcesz mieszkać w takiej klitce...
- Dobrze, babciu, to nic wielkiego - skłamałam.- I tak nie będę ciągle siedzieć wam na głowie. Wynajmę niedługo jakiś pokój. Nie martw się.
- Dobrze. Ach, już późno, a ty na pewno jesteś zmęczona. Chodź, pokażę ci twój pokój.

*następnego dnia*
Zjadłam śniadanie, ogarnęłam się i poszłam na moje pierwsze zajęcia. Akademio Sztuk Pięknych? Witaj!
Na uczelnię podwiózł mnie dziadek, bo ja oczywiście nie znam jeszcze Londynu. Weszłam do wielkiego holu, na którego ścianach do okoła wisiały czyjeś obrazy. Zwróciłam uwagę na jeden szczególny. Było tam napisane, że został namalowany przez Sally Parker. Jak to ja, 'artystka', można powiedzieć, zachwyciłam się nim. Zauważyłam jakąś dziewczynę, która przy mnie przechodziła.
- Hej! Znasz może eee... Sally Packer?
- Haha, Parker. To ja - powiedziała, a wy nawet nie próbujcie sobie wyobrazić jak bardzo poczułam upokorzenie.
- Oj, przepraszam. Te obrazy są cudowne!
- Haha, dziękuję. Jestem na drugim roku. A... Zwykle pierwszoroczni przyjeżdżają kilka miesięcy później.
Już miałam opowiedzieć jej całą długą historię, kiedy zorientowałam się, że zaraz mam pierwsze zajęcia. Tylko, z kim one będą, jeśli jaka jest szansa, że ktoś w ogóle będzie? Zobaczymy...

Przeczytałeś = skomentuj! 
No i jest! Zaczęłam pisać tytuły. Jeśli w ogóle ktoś to czyta, to powiedzcie znajomym, czy coś, bo nudno tak pisać do samej siebie. :) Uwierzcie mi, im więcej będzie komentarzy, tym więcej i szybciej będę pisała ;) xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz